niedziela, 17 stycznia 2016

W ciemnościach...

 Para unosiła się nad herbatą. Siedząc przy biurku byłam w trakcie odrabiania lekcji. Materiał dosyć trudny, ale do przełknięcia. Lampa rzucała ciepłe, przyjemne światło tworząc wyjątkową aurę. Upiłam łyk czarnego bzu.
Gorący, masakrycznie parzący.
Odruchowo wyplułam napój na tekst przedemną i dotknęłam poparzonego języka.
Yhhh. No pięknie teraz muszę wszystko przepisywać na nowo.
Wstałam z krzesła, którego skrzypienie rozniosło się po pokoju.Nałożywszy kapcie udałam się do łazienki. Przepłukałam usta zimną wodą. Wróciłam z ręcznikiem papierowym. Odsączyłam ciecz od tekstu. Już sięgałam po kolejny kawałek gdy nagle mechaniczny skowyt przerwał ciszę panującą w domu.
No super, znowu wysadziło korki.
Miałam już tego wszystkiego po dziurki w nosie. Od małego bałam się ciemności, niestety nie wyrosłam z tego lęku. Panowała przerażająca ciemność. Za oknem pojawiały się pojedyncze błyski. Burza... Wielki i głośny grzmot przyśpieszył bicie mojego serca. Bez opamiętania rzuciłam się na łóżko, gubiąc po drodze kapcie. W ciemnościach przerywanych blaskiem błyskawic mój pokój wyglądał upiornie. Zaplątałam się w baldachimie i runęłam na pościel. Zegar zaczął wybijać północ. Zakopana pośród poduszek i koców liczyłam oddechy. Uspokajało mnie to. Bicie wahadła nie ustępowało, jakby się zacięło. Powoli robiło mi się duszno. Zegar wciąż tykał. Tik... Tak... Tik... Tak... Brak tlenu zmusił mnie do wynurzenia głowy spod pierzyny, całej spoconej głowy. Chłód pogłaskał mnie po policzkach i przyjemnie orzeźwił. Rozejrzałam się po pokoju, mrok pochłoną go w całości. Deszcz zaczął stukać o szyby. Coraz głośniej, w końcu zamienił się w ulewę. Burza się rozszalała, grzmot na grzmocie. Cienie szalały na moim dywanie niczym dzikie koty. Skrzypienie drzwi... Spojrzałam w ich stronę...coś sie poruszyło, wyłapałam to ledwie kątem oka... Zakryłam dłonią usta. W głowie kotłowało mi się mnóstwo pytań, myśli....      Moje spojrzenie przykuł poruszający się cień obok szafy. Przymrużyłam oczy... Człekokształtne stworzenie przyglądało mi się swoimi błyszczącymi ślepiami. Po moich plecach powędrował nieprzyjemny, chłodny dreszcz. Cała zesztywniałam. Czułam jak lęk trawi moje emocje...
Spokojnie to tylko zwykły cień...
Liczyłam powoli oddechy w myślach.
Raz... Dwa... Trzy...
Cień przemieścił się.
Cztery...Pięć...Sześć...
Skrzypienie drzwi. Momentalnie odwróciłam głowę w ich stronę. Były lekko uchylone. Cień wpełzł do szpary. Powtarzałam po cichu cyfry.
Siedem...Osiem...
Postać nie pojawiała się. Z nadzieją że to tylko zwidy, opadłam lekko na poduszki i przyłożyłam rękę do czoła. Było gorące. Nagle rozległo się ciche stuknięcie, drzwi zaskoczyły i po chwili zamknęły się. Minuty mijały niczym nieskończoność. W pokoju słychać było mój oddech i szalejącą burzę za oknem. Spoglądam w sufit i myślałam o... o niczym i wszystkim zarazem. Usłyszawszy kroki na  schodach automatycznie usiadłam i przyciągnęłam kolana pod brodę oplatając je rękoma. Nagle jakby pukanie dało znak iż ktoś ma zamiar wejść do mojego pokoju. Nic nie powiedziałam, bałam się gościa , który zaraz stanie w drzwiach. Pukanie stało się coraz bardziej natarczywe. Przygryzłam wargi i powstrzymywałam się od płaczu. Klamka przechyliła się, zawiasy pisnęły a drzwi otworzyły się. Odór stęchlizny wypełnił cały pokoju. Zaczęłam kaszleć i dusić się. Skrawkiem koszulki zakryłam usta i nos.W drzwiach pojawiła się owa postać ,która zaledwie kilka minut temu starała się mnie nawiedzić. Jej oczy lśniły pod osłoną nocy niczym miliony diamentów. Wyprostowana sprawiała wrażenie wysokiej.Napięta atmosfera, kropelki potu na moim czole, niespokojny oddech i.. tajemniczy stwór o oczach świecących niczym tysiące gwiazd. Odczuwałam jakby potwór czerpał rozkosz z mojego lęku.. Rozpraszające zimno podsycało mój niepokój. Napięłam mięśnie i spróbowałam się wyciszyć, uspokoić. Liczyłam na to że wtopie się w tło, chciałam złączyć się z mrokiem panującym w pomieszczeniu, stać się jednością. Sekundy mijały a błyszczące oczy postaci cały czas obserwowały moje ruchy. Głośno przełknęłam ślinę. Stawałam się coraz bardziej senna ale nie mogłam przysnąć. Potwór wykorzystałby to i nie wiadomo jakby potoczyła  się ta cała sytuacja. Cały czas z kolanami przy brodzie widziałam jak raz po raz istota mrugała, cały czas nieruchoma.
W chwilę później ryk przeszył ciszę panującą w domu. Bestia rzuciła się w moją stronę i dopiero wtedy dostrzegłam olśniewające kły wystające z podniebienia. Nieświadomie wydałam z siebie pisk gdy lodowate dłonie zacisnęły się na mojej szyi. Czułam jak pod naporem ostrych szponów moja skóra pęka. Krew spływała po moim karku. Brakowało mi tchu, z całej siły próbowałam się bronić. Niestety byłam zbyt słaba aby nawet trochę zranić oprawcę. Istota wpatrywała się we mnie z morderczym spojrzeniem.  Wyszczerzając zęby wbijała swoje palce coraz mocniej ,dusiła mnie. Szeroko otwarłam oczy gdy w pewnym momencie straciłam bezwładność w nogach. Czy tak właśnie wygląda śmierć przez uduszenie? Szarpałam rękoma resztkami sił. Pulsujący ból nabrzmiewał w mojej głowie, gorące łzy toczyły się po moich policzkach. Poddałam się, moje ręce osunęły się bezwładnie. Widziałam jak żałośnie wyglądam w oczach stwora... na tym świecie zostałam jedynie umysłem..Nagle zapadła ciemność...
Zerwałam się z łóżka głośno przy tym krzycząc. Przez zasłony przedzierały się poranne promienie słońca. Śpiew ptaków, szum drzew.. te wszystkie dźwięki wydobywały się zza uchylonego okna. "Uf.. to był zwykły sen.." pomyślałam i automatycznie z powrotem zwinęłam się w kłębek. "Zwykły sen.."

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz