sobota, 11 czerwca 2016

Nie powiem...

Mimo wielu mieszanych uczuć poczułam ukłucie w sercu, zabolało mnie to. Zaskoczona byłam tym faktem. Jego błyszczące oczy wpatrywały się we mnie z zaciekawieniem.
- I na co się patrzysz, idioto? - Warknęłam i pociągnęłam słomką kolejny łyk koktajlu.
- Zarumieniłaś się , Kate - odparł nostalgicznie i lekko się uśmiechną.
- Przestań się tak do mnie zwracać! - Fuknęłam. Złapałam pośpiesznie słuchawki i telefon, plecak narzuciłam na ramię. W ułamku sekundy zniknęłam za trybunami.
- Uważaj, serce nie sługa! - Jego rozbawiony ton głosu.. nie, nie, nie! Nie mogę tak po prostu się w nim zakochać. Znam Dawida od 13 lat, jest dla mnie jak starszy brat, irytujący starszy brat. Na samą myśl o miłości mam mdłości.
- Odczep się! - Moje słowa porwał wiatr.
Lekcje jak zwykle mijały w swoim rytmie. Matma przepełniona napięciem i sztywnością. Biologia urozmaicona humorystycznie przez chłopaków ,a chemia niczym stąpanie po kruchym lodzie.
Naukę kończyłam o w pół do piątej więc zostało mi pół godziny do autobusu. Minąwszy furtkę od szkolnego boiska skierowałam się wzdłuż ulicznych kamienic. Po przejściu na drugą stronę ulicy mój wzrok przykuł pewien napis na jednym z pobliskich murków. Z mojej piersi automatycznie wydarł się cichy szloch, drżącymi rękoma wyciągnęłam z plecaka paczkę Malboro. Po moich policzkach spływały gorące łzy zapewne pozostawiając ciemne smugi tuszu. " Jesteś martwa Kate " głosił napis. Te słowa płonęły w moim umyśle. Czym sobie na to zasłużyłam? Podobne pytania kotłowały się w mojej głowie. Wpatrując się w chodnik schowałam papierosy. Nie mogę powrócić do nałogu, nie teraz. Skryłam się w cieniu drzewa i usiadłam pomiędzy  korzeniami. Obserwowałam uczniów wylewających się ze wschodniego skrzydła szkoły. Łączyli się w grupy. Z oddali dojrzałam moją ekipę, zapewne zastanawiali się czemu tak znikłam. Zaintrygował mnie fakt ,że nigdzie nie było widać Dawida..
- Bawisz się w zboczeńca czyhającego na małe dzieci w krzakach co Kate? - podskoczyłam ze strachu momentalnie. Byłam tak skupiona na obserwowaniu szkoły ,że nie dostrzegłam gdy do mnie podchodził.
- Daj mi spokój.. nie mam ochoty się z tobą droczyć..- odparłam do Dawida.
- A czy kiedykolwiek miałaś? - zapytał. Spiorunowałam go wzrokiem. Nie odzywaliśmy się dłużą chwilę. Czułam jak świdruje mnie spojrzeniem, bada.
 - Co się stało? Masz rozmazany tusz.
- Wszystko jest w porząsiu jak zwykle.
- Okłamujesz samą siebie. - Dodał po czym usiadł obok mnie. Siedział tak blisko...
- Nic mi nie je..
- Kate. - Urwał mi.
Obróciłam się w jego stronę. Przecież mogę mu ufać.. zawsze przy mnie był... zawsze mogliśmy na siebie liczyć.. Po moich policzkach spłynęły kaskady łez, a on zamiast spytać się " po co znowu beczysz Kate? " objął mnie i przyciągną do siebie tak ,że wtuliłam się w jego klatkę piersiową. Czułam jego powolny rytm serca.
- Co ty robisz? - odparłam. Byłam zbyt słaba aby wyrwać się z jego objęć. Trzymał mnie mocno ale z pewną czułością jakby bal się ,że mógłby mnie stracić.
- Nie chce aby ktoś widział jak płaczesz.
-Ale..
- Żadnych ale. Po prostu daj upust emocją. Dobrze ci to zrobi - dodał z zupełnym spokojem.
I w tym momencie wtulona w jego pierś rozryczałam się na dobre. A on przez ten cały czas głaskał mnie po głowie i szepcząc zapewniał ,że wszystko się ułoży. Jakby czuł mój niepokój... w głębi duszy zdawałam sobie sprawę z rzeczywistego zagrożenia, ta groźba nie była byle pogróżką. Podobne teksty pojawiały się co jakiś czas ale teraz to przerosło moje pojęcie. Nie zdawałam sobie sprawy ,że mój prześladowca mógłby posunąć się tak daleko..