Strużka dymu unosiła się z nad niedopałka. Poprzez zamazany obraz patrzyłam jak kłębek dymu rozpływa się w powietrzu. Krople deszcz muskał moje policzki, a ja obserwowałam jak buchający dym z moich ust zatruwa powietrze. Odrażający widok. Zgniotłam papierosa o czubek buta i podniosłam się z wilgotnego trawnika. Po otrzepaniu spodni naciągnęłam kaptur na czuprynę i złapałam pośpiesznie plecak. Katem oka dostrzegłam zbliżające się postacie. Policja... Eh.. Jak zwykle musieli mi popsuć urocze popołudnie.. Ruszyłam spacerkiem w stronę lasu w ogóle nie przejmując się "pościgiem". Słyszałam zbliżające się kroki na ścieżce i krzyki. Gonili mnie, zabawne jak zwykle wkładali w to za mało starań.
- Zatrzymaj się! - usłyszałam i zerknęłam kątem oka.
Krzyki powtarzały się niejednokrotnie i za każdym razem padające groźby puszczałam mimo uszu. W pewnym momencie wyczułam drganie powietrza obok mojego ramienia, z płynną precyzją uniknęłam chwytu policjanta. Ten zaś runął na ziemię upadając z głuchym plaskiem. Uniosłam delikatnie kąciki ust i przyjrzałam się przeciwnikom. Czterech uzbrojonych funkcjonariuszy, jeden przenosił ciężar ciała na prawą nogę zapewne z powodu kontuzji. Spływające z jego czoła kropelki potu i deszczu otarł wierzchem dłoni.
- W czymś mogę pomóc? - wyszczerzyłam zęby w złowieszczym uśmiechu.
Usłyszałam zbliżające się kroki za moimi plecami.
- Nie radzę...- wyszeptałam. W ułamku sekundy mężczyzna po szybkim ruchu opadł bezwładnie na słodko zieloną trawę z nienaturalnie przekręconą głową. Wybuchłam śmiechem, moje okrucieństwo było dość porażające ale czemu wyszkoleni funkcjonariusze nie mogą sobie poradzić z buntowniczą nastolatką? Mój hi hot zamienił się w mokry kaszel.
- Eh.. Paskudna wilgoć, można szybko się rozchorować..
Zacisnęłam delikatnie pięść, na twarzach mężczyzn malował się grymas bólu. Im mocniej zaciskałam pięść tym większe cierpienie to zadawało.
- Proszę.. nie... - wycharczał jeden z nich.
- Po raz kolejny naruszacie moją prywatność... I nie powiem żeby mi się to podobało.. - wypowiedziawszy te słowa podeszłam do najbliższego z nich. Miał około metr dziewięćdziesiąt wzrostu więc patrzałam na niego z dołu. Delikatnie rozchyliłam wargi i dmuchnęłam ciepłą parą. Po funkcjonariuszu został jedynie rozpraszający się dym.. Wystarczyło jedno dmuchnięcie a on i reszta policjantów rozmyła się w powietrzu zostawiając mnie samą na polanie.
Obróciłam się na pięcie ,aż moje glany zapiszczały na trawie. Skierowałam się między drzewa by zaszyć się w mroku przed resztą świata. Usłyszałam pierwsze oznaki burzy...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz